sobota, 1 sierpnia 2015

Przeglądając zdjęcia

w aparacie, przypomniałam sobie że powinnam napisać post spacerowy po Warszawie....
Już prawie pół miesiąca mija jak były robione te zdjęcia.
Nie co dzień mam gości z tak daleka, gdyż  przyjechał do mnie brat ze swoją córką, aż z Mieroszowa pod Wałbrzychem. Ja osobiście mam wielki sentyment do tego grajdoła, gdzie świat się zatrzymał w minionej epoce... można by rzec. Pamiętam wakacje i czas gdzie biegało się po krótkich kamiennych uliczkach, stromych schodkach , moczyło nogi w Ścinawce. Będąc tam w maju tego roku, choć przez krótką chwilę, zachłannie łapałam każde ujęcie aparatem, by mieć na co patrzeć i wspominać.
 Karolina była u mnie przez kilka dni, brat pojechał do moich rodziców.
Starałam pokazać młodej naszą stolicę. Czasu i możliwości za bardzo nie było., ale myślę że coś tam jej pozostało, a czy się podobało to trzeba ją zapytać.
















                                                   






pozdrawiam serdecznie.


środa, 29 lipca 2015

Wolny czas

spowodowany L4 zmotywował mnie do dokończenia kilku pozaczynanych dawno prac. Tak na szybko pakując się do wyjazdu do mamy wzięłam kilka kolorów koralików, kilka tu w Gąbinie czekało na mnie. Jednak na prędce pakowanie jak zwykle kończy się tym, że to co naprawdę wziąć miałam zostało w domu w Warszawie. I tak, bym już dawno skończyła kocyk na drutach dla pewnego jeszcze nie urodzonego Izydora ;) (bo wzięłam tylko jeden kłębek) i skończyłam na połowie tego co ma być... .)
Dobre i to że skończyłam dla mamy pewnego ukośnego grubasa zaczętego podczas ostatniego czerwcowego pobytu tutaj...



ma powstać jeszcze zawieszko kuleczka,,,,

Dla pewnej pani , która chciała czerwoną prostą, udłubałam taką..


ukośnikiem jak zwykle,,,


kilka lat temu kupiłam w bixelu całe pudełeczko za niewielkie pieniądze szklane bugle krótkie, z części zrobiłam brans, dziś nawlekłam to co zostało i zobaczymy co z tego powstanie albo sznur na szyję albo kikla brans...


nie tylo dłubałam, ale leżąc i odpoczywając czytałam...
Pochłonęłam tylko 3 książki, ale jedną jak najbardziej
polecam  "Szczęśliwy pech " Iwony Banach. Uśmiałam się co niemiara przy czytaniu, pochłaniając ją w ciągu dnia. Oczywiście że mogłam sobie na to pozwolić bo szefem miał się kto opiekować.... nie żebym samopas syna puszczała...
kończę ten krótki wpis.
pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.



poniedziałek, 27 lipca 2015

Mamuni mojej .....

...supłaniem w tym poście się będę chwaliła....
Jak już wiadomo moja mama nauczona przeze mnie frywolki ( bo to też jej marzenie było wielkie ) wpadła w ciąg.. zaczęła od serwetki, gipiórki do firanki, bransoletek ankarsowych, a teraz suple te które wiodą prym w necie.
Niestety popłynęła biedaczka i ciągle wymyśla nowe zestawienia kolorystyczne...
tych które wydała nie mogłam obfocić no bo jak skoro już ich nie ma ;)
Dopadłam do aparatu dziś i obfotografowałam te które ma.

POST Z WYTWORAMI MOJEJ MAMY.....













dziś zaczeła następną...
i we wszystkich chodzi ...
ma do każdej bluzeczki...
ot co.


pozdrawiam...


środa, 1 lipca 2015

40 lat minęło....

jak jeden dzień....
teraz tak już sobie mogę śpiewać...
podobnież 40 nie boli....
zobaczymy...
ale jak już stwierdziłam dosyć świętowania szara rzeczywistość czeka. Wyzwania i pomysły także. ooo...taka przyziemna sprawa ...prezent też muszę jeszcze sobie sama kupić bo małż stwierdził że na drutach do robienia to on się nie zna a mnie się Aldika zamarzył komplet...

na razie odsapnę od frywolitkowych bransolet bo stwierdziłam że za dużo ostatnio ich zrobiłam, za kilka dni może zrobię inne kolory...
te 3 zrobiłam na prezent dla pań ze świetlicy ...
oczywiście że ostatnią jeszcze w nocy kończyłam ..


beżowa jest moja...
Czas też wrócić do obliczania kolejności poczynionych rzeczy...
w/g obliczeń są to 21, 22, 23 i 24 rzecz...
kilka postów temu nie prowadziłam ewidencji wiec teraz to nadrabiam.


nastał koniec szkoły, trochę laby dzieciaki mają...
Karola u babci, szefa nikt nie chciał ;)



a po zakończeniu lody i wygłupy z dzieciakami z klasy....

o...bym zapomniała, frywolkę zdradziłam na rzecz drutów oczywiście. Dzieje się sweterek od góry, letni, z tyłu rozpinany.



kończę tych kilka słów...
pozdrawiam....






piątek, 19 czerwca 2015

Gąbin

to moje miasto rodzinne. Wiedzą moi znajomi, że spędzam tu każdą wolną chwilę, no prawie każdą... :)
6 dni wolnego obligowało do przyjazdu do rodziców. Szefu dotleniony, Karola wybiegana, ja mam luzik, czyli to jest to co lubię.
Jak zwykle nie próżnuję, robię różne z potrzeby chwili rzeczy.
W necie królują frywolitkowe bransoletki, nie byłabym sobą gdybym i ja takiej nie wykonała. Dokładnie nie wiem kto jest autorem wzoru, przedstawiam wam swoją wersję rzeczonej bransoletki.




oprócz tych dwóch mam na swoim koncie 5 w różnych kolorach, jednak nie mam możliwości zaprezentowania ich, gdyż poszły do nowych włascicieli ;)



dawno nie robiłam koralikowych i ukośników i prostych...
tak na szybko powstały 3 nowe.
Nie wiem dlaczego ale te robione prosto wyszły trochę faliste, To że sztywne to normalne ale żeby się faowały ..?

dopiero po moich wyginaniach jakoś tak powróciły w pożądany wygląd.


Tradycyjnie gąbińskie mamine kwiaty...
 i nietylko...






Duduś, pies który myśłi że jest malutkim zwierzątkiem a waży coś ok 25 kg.


i szefosław łobuzujący wczoraj u koleżanki....




tym optymistycznym akcentem kończę ten krótki wpis...
idę lenić się dalej ...
na spacer z dzieciarnią szukać skrzypu polnego bo mam zamiar macerat do mydła robić,,
pozdrawiam.