niedziela, 25 listopada 2018

Historia pewnego kłębka..

czyli jak to z Papatya Angora cake było...
Na początku miesiąca, celem restartu systemu wraz z moją mamą pojechałyśmy nad Morze Bałtyckie.O tej wspaniałej przygodzie napiszę innym razem, teraz skupmy się nad od stresowaczem, jakim było robienie na drutach.
zaczęłam już w pociągu by mieć co pokazać niedługo po przyjeździe do Gdańska.



Plaża , słońce, wiatr itp...

potem ławeczka na Westerplatte..

wspaniała kawiarenka  z innej parafii
 

lubię takie klimaty, wszystko nie do pary, od czapy, a kanapa w której się zapadłyśmy zachęcała do dłubania..

 Chusta zrobiona, zostało włóczki, co robić, jak żyć...
no jak...


w drodze powrotnej czapka się robi..


czyli czapka do kompletu.z 2 nitek coby cieplejsza była, 
druty # Pony Flayr nr 3,5.

a teraz przedstawiam państwu to co powstało..


tak dla przypomnienia :wełna PAPATYA Angora coke 
druty nr.7 Prym.



pomimo, że chusta zrobiona jest z niepełnego kłębka, wyszła bardzo duża.





czapka na ludziu czyli na mnie. 
Pozdrawiam was serdecznie.
 

 
 

2 komentarze: