niedziela, 16 lutego 2014

Praca licencjacka

leży odłogiem...i zamiast się wziąć i pisać to ja się uczę....ale frywolitek...
próbkę moich zdolności ;) pokazywałam w poście poprzednim. dziś mogę już coś nie coś wrzucić na bloga.


zakładka, którą robiłam 3 razy, aż wreszcie mogłam ją pokazać na forum...najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak już się zaciśnie kółeczko to ni cholewy z tym czyś nie mogę nic zrobić i wtedy nożyczki w ruch idą....
ta ostatnia 3 wygląda dość dobrze...



ambitnie staram się podejść do sprawy, zaczynam od malutkich elementów z książki, 
by potem zagłębić się w arkana ...frywolitkowych  dużych serwet...
bo jeszcze wiele nauki przede mną.


toto maleństwo mnie urzekło i nawet mamuni dałam tę próbkę...
niech ma...
i niech się napatrzy, bo ona tak jak ja od dawna chciała się nauczyć.
Jak już ogarnę trochę więcej wiedzy to ją nauczę...



tu już bez nitek...

a dziś w nocy spać nie mogłam  i zaczęłam następną serwetunię, tylko mi nitki zabrakło na czólenku i muszę pokombinować coby dobrze związać i coby kółeczko z tego jeszcze się zacisnęło...

pozdrawiam.

środa, 12 lutego 2014

czasobrak...

mnie dopada...
kończę i kończę i efektu nie widać w tych pozaczynanych prze zemnie rzeczach. No nie zupełnie, że nic nie kończę...
przyklejone końcówki i można pokazać.....



proste zakończenie bez zawieszek...
będzie na chrzest, dla mła...
ale znając życie zapewne komuś się spodoba i już mój nie będzie...
Co do kreacji to zakupiłam sobie kiecko tunikę, bawełniaka granatowego. Nie będę skromna, ale twierdzę że wyglądam w niej super.
 Zazwyczaj jestem człowiekiem praktycznym i kupuję na różne imprezy takie łaszki, które potem jeszcze wykorzystam...
i myślę że granacik będzie moim ulubionym czymś ;)


To już tajemnicą nie jest, że uczę się frywolitek...jestem dopiero na początku swojej kariery frywolitkowej można powiedzieć. Dzięki uprzejmości Joanny załapałam o co w tym wszystkim chodzi.Kasia, także mi wiele wskazówek podała .
Zdjęcie jest z sprzed wekendu gdzie miałam odrobić pracę domową, zadaną na spotkaniu robótkowym. Myślę że wywiązałam się z zadania nawet nieźle. 
teraz moja rączka załapała ten ''myk''
  To było najtrudniejsze....potem co zrobić z drugim czółenkiem...
teraz już wiem.
i nawet robię zakładkę, oczywiście pierwszą po raz 3 , ale uparta jestem.
wczoraj złośliwość losu obdarzyła mnie na zakręcie zakładki wielką wpadką ( nie zrobiłam jednego kółeczka) i dupa blada można powiedzieć...
dziś zaczęłam i nadal bez błędu jest.


Jak już mnie co niektórzy znają, wiedzą że mam sporo pozaczynanych prac, coby monotonnie nie było...
toto to być ma kamizelką dla Karolinki...
a dziś od Chrzestnej matki Frania dostałam kłębek wełenki na kamizelkę dla młodego...
bo to wielki mały chłopina jest.



moje młode skarby






czwartek, 30 stycznia 2014

zakupiona igła...

nakręciła kilka drobiazgów....
Nie jest to mistrzostwo świata, nie jestem w tym dobra, ale samodzielnie wykonałam kila zaproszeń na Chrzest Frania.....
pomysłu nie miałam, tym bardziej odpowiednich akcesoriów i materiałów
ale mam nadzieję że w gąszczu gotowców ujdą...






mam jeszcze do zrobienia 2 sztuki,
ale teraz czas za chirurgię się wziąć, bo jutro egzamin, a ja w lesie jak zwykle...

sobota, 25 stycznia 2014

po egzaminie....

więc mam trochę luzu...jeszcze tylko w piątek chirurgia, i do następnej sesji spokój.
Wczoraj tuż przed egzaminem doszywałam guziki i chowałam nitki w swoim zwyklaku, takim babcinym. Wełna z odzysku , akryl, kolor eccru, wzory 2, robiony od góry. W międzyczasie prucie zaliczone, bo robiąc rękawy 2 na raz jeden z nich mi szerszy i dłuższy wyszedł.....

na ludziu czyli osobiście pokazuję, bo mynża dorwałam i mnie obfocił....





teraz wykańczam inne zaległe rzeczy...
i rudzielec miśka się wolniutko dłubie.....
pozdrawiam...

środa, 22 stycznia 2014

Od życzeń noworocznych zacznę...

u mnie jak zwykle z opóźnieniem , ale są....
w Nowym Roku życzę i Wam i sobie spełnienia marzeń, zdrowia i wiele wiele wiele wszystkiego ;)

U mnie jak zwykle pogoń za czasem, Franka rehabilitacja, moje studia i sesja (która na reszcie chyli się ku końcowi..) Karolinki infekcje, i takie inne przyziemne sprawy, które jak zwykle stały na przeszkodzie uzupełniania mojego bloga.
Mam nadzieję że w Tym roku będę częściej tu zaglądać, więcej działać...ale to zapewne jak skończę to co zaczęłam...bo jeszcze pisanie licencjata i sesja letnia mnie czeka.

Między jednym a drugim egzaminem , nie mogłam nie robić nic, bo jak tu uzależnionemu zabronić czegoś od czego się uzależnił...no jak.... toż to detoks by był.....
 I tak powstało kilka rzeczy i nowych i dokończonych.....

na pierwszy ogień pasiak idzie...







Powstał dla mnie...
zrobiłam go z 4 motków Nako, nr. koloru nie pamiętam akryl zwykły, po praniu w pralce nic się nie dzieje więc ok

w szkole furorę zrobił więc ponowne ok. 


następne co zrobiłam to komin dla Karolinki, a że |Karola w szkole za modela służy młody... 
tak na szybko zdjęcie więc już nie bawiłam się z uchwyceniem prawdziwego koloru, który jest soczystą maliną taką nawet ostrą...






a pomocnik pomocuje....
z kłębka...





zaległy ufok, jeszcze czas na pochowanie nitek, zakup guzików...
myślałam że zdążę na poprzednie egzaminy...niestety...
może na tym wystąpię, bo ja jak zwykle się uczyć wynajduję sobie inne ciekawsze zajęcia...





i u Karolci akcent robótkowy, oczywiście nie przeze mnie robiony, tylko zakupiony w lumpeksie szal, który był ogonem wilczycy.Zdjęcia robione po umyciu twarzyczki, którą matka osobiście dziecku pomalowała...
maska też inna była, ale ta jest okazalsza i do sesyi jak najbardziej pasuje.
Zdjęcia gotowych wyrobów na ludziu może będą, jak mynża złapię...





poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świątecznie ma być....

a jak świątecznie to choinki....

w Bułgarii w tamtym roku nazbierałam sporo muszelek, leżały odłogiem można powiedzieć...do dzisiaj, gdy zapragnęłam z nich choinki skleić....





jednaka taka druga taka....
na zdjęciu prześwitów sporo, ale w rzeczywistości wcale tak źle nie wyglądają....

Jasiek jest u mnie, i coby zająć siostrzeńca, nakłoniłam go do wspólnej zabawy w ozdoby ...
ja muszelki kleiłam , on kawę...
i tak wyszło tylko 6 gwiazdek
bo już się chłopakowi w babskie zabawy bawić nie chciało...
ale dobre i to....



Między jednym a drugim egzaminem, i cotygodniową nauką
dłubię powolutku...
pasiak wychodzi....


a na koniec życzenia świąteczne...
tych setuń więcej i sobie i Wam życzę...
i zdrowia i pogody ducha i pomysłów twórczych...