środa, 15 lutego 2017

Nako Vals

dziś w roli głównej.....
2 lata temu zakupiłam w korzystnej cenie 4 motki tej wełny. Musiały swoje odleżeć. U mnie jak najbardziej niektóre rzeczy muszą nabrać mocy urzędowej ;)
nadszedł ten czas , pomysł też kiełkował i poooooszło.....
Co prawda szło trochę wolno, bo robiłam tylko z doskoku, ale jest.
Niedawno z Kasią rozmawiałam o przejściach kolorów w robótce. Rzeczywiście na rękawach jest to łagodny motyw, na dużej powierzchni tworzy hardkor, no cóż.
Sweterek jest bez zapięcia, przody starałam się zrobić trochę dłuższe. Rzędami skróconymi rzeźbiłam gdzie nie gdzie poły....
Pejzaż w tle.....mamy ranczo czyli wieś kochani wieś...

4/2017 sweter


robiony od góry, tył wzorzysty, rękawy zszywane z powodu wielkiej niechęci robienia na okrągło.
ot i cała filozofia.
najprostrzy na świecie ;)







pozdrawiam was serdecznie.
Idę na zebranie odnośnie nowego...


wtorek, 14 lutego 2017

Chusta wełniana

na mrozy była mi potrzebna. Kupiłam więc u Agnieszki na allegro przędzę  i uplotłam sobie toto
(nadmienię że kupiłam nie tylko to)

3/2017 chusta



ciepła owszem, jedynym mankamentem był  charakterystyczny smród mokrej owcy.
Po wypraniu nadal się utrzymywał, musiałam ponownie wypłukać w płynie , obficie zlałam swoimi perfumami i powiesiłam na balkon. teraz jest ok.
Wzór   uniwersalny, że tak powiem. Sam kolor szarości wydawał mi się mdły.
Dodałam więc szarej wełny szkockiej, jako wzmacniacz koloru.




nie za duża, taka do omotania na raz.
ciepła, następna do kolekcji.
same superlatywy :))


To zielone pod kotem to zaczątek mojej następnej bluzeczki. Kolor mój ukochany.Dostałam tę nitkę od Kasi. Kiedy skończę nie wiem. ...wiem tylko to ze max mój chorowitek też polubił ten kolor. 


sobota, 11 lutego 2017

czarno to widzę....

sweterek się znaczy widzę źle , bardziej mało wyraźnie. Zdjęcia są mdłe, na szybko robione , tym bardziej wieczorową porą.... innych nie mam....
Miał być czarny, mały tzn krótki, z pufkami i najważniejsze mógł być prany w pralce.
Wełna  Hiamalya ewryday w 100% nie mechacąca się.
zakupiłam 5 motów, zostało prawie 2, zrobię do tego koleżance baktusika czy też innego gada pod szyję.

Może teraz trochę się wytłumaczę z mojej absencji. Prawda jest taka, że chyba mi starość na plecy wchodzi...po prostu nie ''zdanżam'' jak to ktoś obyty powiedział. Pogoda jaka jest każdy widzi, w pracy jak jest, też większość wie...i tak całokształt  sumuje się na ciągłe drzemki, tudzież szybkie i wczesne spanie z kurami...
Koraliki poszły w kąt na razie bo ciemno, a sztuczne światło mi jakoś tak nie po drodze jest. Czekam cierpliwie na dłuższe dni. W między czasie robię jeszcze 3 rzeczy, owszem 4 i 5 rzecz już jest na narzędziach, jednak o nich kiedy indziej będzie.

jak i w tamtym , tak i w tym numeruję każdą pracę...

 1/2017 czarny z pufkami...



miałam obawy czy pufka będzie odpowiednia.... jest odpowiednia. ;))


ot tylko 3 zdjęcia gotowego produktu.
poniżej uszyty krzyż.


pacjent mnie kiedyś zapytał...pani to musi być bardzo wierząca chyba?

się uśmiechnęłam swym krzywym  grymasem i poszłam...
zdjęcie w przychodni gdy czekałam na lekarza.

 2/2017 zawieszka 
od dziś mam wolne przez całe 2 tygodnie, a po urlopie idę pracować na inny oddział...
chyba...
bo tu niby jest zaklepane, a w najmniej oczekiwanym momencie wyjdzie jak zwykle. Jak już będę to się pochwalę.
Pozdrawiam was serdecznie, życząc wypoczynku i wielu twórczych pomysłów i wam i sobie.

sobota, 31 grudnia 2016

Będzie głośno...

Znalezione obrazy dla zapytania szampańska zabawa


zapewne jak co roku, będzie zabawa, będzie się działo, działo, działo, działo.....
i tak dalej...

z działań mam nadzieję że przyjdzie nowe....nowa praca, no może nowy oddział, nowe możliwości, nowe pomysły...
tylko my tacy sami będziemy, ciut starsi, bardziej zrzędliwi, zmęczeni, zaganiani, lub zbyt leniwi....
a czy mądrzejsi kto wie....




Znalezione obrazy dla zapytania szampańska zabawa



Niech chociaż tu popłynie wielki strumień szampana, ja oczywiście nie kupiłam. Po drodze z pracy weszłam do sklepu z płazem w tle, a tam nieeeeet...to kupiłam cydr i po piwie.... gdy zawitałam w domu, mażł mnie wręcz zrugał, że nawet nie przygotowałam na tę noc trunku...w ostateczności małż się wziął i poszedł i zakupił sławne igristnoje czy jak to się zwie.
Ja po dyżurze jakoś tak i siły na zabawę i świętowanie nie mam nastroju. Może dlatego, że nieprofesjonalnie z mojej strony zbyt polubiłam pewną babcię staruszeczkę, która kończy swój czas własnie dziś i ostatkiem sił walczy między życiem a odejściem...


Znalezione obrazy dla zapytania szampańska zabawa

Wszystkiego najlepszego w 2017 roku i wam i sobie życzę.
Dziękuję wam serdecznie że czytacie, oglądacie i mobilizujecie.
pozdrawiam serdecznie.
Idę robić drugą skarpetę....

niedziela, 25 grudnia 2016

Świąteczny wpis

dziś wypada napisać. Czas goni nieubłaganie, nim człowiek się obejrzy następne święta, nie dawno przecież Wielkanocne były. Teraz choinka tylko przypomina nam o czasie świąt, bo pogoda pozostawia wiele do życzenia.
Pada deszcz, 11 st.c, wiatr ...

Czasowy deficyt, więc i ozdób nowych było niewiele. W wolnych chwilach robiłam szydełkowe gwiazdki.
Część gwiazdek zawisła na choince w pracy, część na ,,miniaturze,, w dziennym Ośrodku rehabilitacji Neurologicznej na Kopernika. Część jako surweniry dla znajomych.






Wczoraj kończyłam dla koleżanki kołnierzyk




wzór z netu


zdjęcia prowizorka, niestety.

Nie wyrabiam się z czasem, który umyka mi przez palce.Mam tyle jeszcze rzeczy do zrobienia, do zobaczenia.jakoś tak mało zorganizowana jestem.

Tym samym życzę i Wam i sobie czasu na wszystko...zdrowia i pieniędzy do zrealizowania planów nie tylko wielkich ale i tych malutkich .;))
Wesołych Świąt kochani.
 teraz zmykam na 3 noc z rzędu.
Jutro będę spała przez cały dzień. należy mi się.



sobota, 10 grudnia 2016

Agat

miał być częścią mojego wisiora... miał...
Siostra moja rodzona, osobista, widząc go zażądała, prosząco lub na odwrót ...prosiła żądająco o uszycie właśnie z tego rzeczonego wisior.
najpierw nakleiłam na filc, potem esy floresy narysowałam...w trakcie szycia kilkakrotnie zmieniałam koncepcję.

47/2016 siostrowy.. :)






Kobieta tzn siostra zadowolona.

Jakiś czas temu przeszukując pinterest natknęłam się na naszyjnik w jodełkę, oczywiście że uszyłam, nawet kilka razy w nim wystąpiłam. Niestety dusił mnie mimo że luźne toto na szyi mej było... dusił i już.
Dziś dałam mamie, mama zadowolona. 

48/2016 niebieska jodełka...
zdjęcie na szybko, trochę niewyraźne.



zapięcie może być z przodu , z boku , jak kto tam sobie zawiesi.


teraz zmykam do bombek karczochów.
pozdrawiam serdecznie.


czwartek, 17 listopada 2016

dostałam zadanie...

ma być chusta, w odcieniach szarości, ciepła, najlepiej bez ażurów, i najważniejsze ma być prana w pralce....
szukałam w necie, jednak pojechałam do dziewczyn na Dąbrowszczaków a tam,  pani Ewa pokazała mi 3 motki..


zastanawiałam się nad jednolitą, jednokolorową, jednak kolory tak do siebie pasowały, ze nie mogłam się im oprzeć. Bez porozumienia z główną zainteresowaną, zakupiłam i czym prędzej spakowałam motki, coby robić w podróży .
Oczywiście że jechałam w jednym słusznym kierunku...do mamuni mojej ukochanej, a jakże. Tam jak już pisałam w poprzednim poście, na szybko kończyłam zamówiony wisior, i oczywiście dłubałam chustę.
A że wełenka słusznej grubości na drutach 6 szybko szło....



mamine deski służą za tło...bo lubię ten rustykalny, sielski dizajn.



Chusta wyszła duża, ciepła, spełnia wszystkie wyżej wymienione warunki.Oczywiście że wyprałam w pralce coby sprawdzić czy można...można...



poniżej ja we własnej osobie,
pozdrawiam serdecznie.





wtorek, 15 listopada 2016

Wisiory

były moim priorytetem robótkowym. Ok, nie tylko koraliki ale i druty były w użyciu. O tych drucianych perypetiach napiszę następny post.

koleżanka napisała mi , że potrzebne są 2 kolejne...ok...szyję , szyję i wykańczam te pozaczynane, coby wybór był większy...ups nie nadążam... wyjazd do Gabina już , a końca nie widać w uszytku...
cały warsztat spakowany, szycie będzie kontynuowane na miejscu...

Na ostatnią chwilę, tuż przed wyjazdem do domu do Warszawy zaniosłam gotowe.  Wszystkie się podobały, jednak z braku pewnych możliwości, 2 pozostałe są wolne i czekają na swoje właścicielki :))


doczekały się wspólnego foto..
40 , 41, 42, 43/2016 to wisiory.


ten oczywiście że podobny,do wcześniejszych 3, jednak nie taki sam  ;) (ten model podoba się zazwyczaj)


ten jest wolny, gdyby ktoś chciał nabyć zapraszam na priv.


ten też jest wolny...


a te muszelki dostałam na macie bambusowej. Jola K. bardzo dziękujemy raz jeszcze, widzisz że się przydały....mama zatrzymała dla się te duże, ja mam małe do wisiorów. Mam już koncepcję ...kształty w głowie wibrują,krzyczą... chcą się wydostać na zewnątrz...a tu niestety dopadła taka jedna wełna na chustę i muszę ją skończyć. Muszle poczekają.


44/2016 to obrączka szyta ściegiem peyot z toho 15. Szyje się toto prosto, miło i przyjemnie.


45/2016 to zawieszka w kształcie nuty ...tak nuty proszę państwa. Jak umiałam tak uszyłam. Córka nosi, niestety nie było w domu wolnego  rzemienia, sznurek jutowy jako nośnik nuty jest.

Poprzednim razem, będąc u mamy, szalałam z aparatem w ogrodzie. ...to trawka, to robaczek, to inne zielsko było obfocone....więc troszkę września w listopadzie wam przesyłam.


Tym optymistycznym akcentem kończę ten krótki post. Pozdrawiam serdecznie.


czwartek, 27 października 2016

Wielka chusta


miała mnie otulać zimą.Do koloru kurtki zakupiłam sobie Alize w energetycznych kolorach. Owszem, myślałam, że ten jeden kłębek mi wystarczy...o ja naiwna bardzo....jakże się pomyliłam. Pech mnie ścigał i w tym przypadku, niestety nie było w sklepie więcej sztuk tego koloru. W kombinacjach kolorystycznych pomogły mi koleżanki, zakupiłam motek zwyklaka akrylu (niestety) i kończyłam...





Po wypraniu i zblokowaniu, wyszła naprawdę wiiieeeelllka...



Musiałam tak skromnie wyciągnąć rączkę, gdyż całość w kadrze się nie mieściła...



Jeżeli chcecie potwierdzenia, proszę zapytać Kasi K, która jest jej nową właścicielką, a ja tym samym....zrobię sobie drugą. hi hi wiadomo nie od dziś, że lubię bardzo i czapki i chusty robić...

Miałam już nie kupować

wełen, wiecie o tym bo pisałam niejednokrotnie...ale w tym przypadku muszę, no bo jak zostać bez chusty no jak ...jak żyć... ;)



Tak dla porównania ...na podłodze na kocu 160 na 200 cm sobie leży...
pozdrawiam serdecznie,a zaraz ide z szefem do lekarza.



wtorek, 25 października 2016

Mydlano dziś

będzie....
Musiało minąć sporo czasu, abym dojrzała jak moje mydła, do ich sfotografowania.
Mam tak i już, mój leń przez duże L się niekiedy aktywuje....
Nosiło mnie od rana strasznie  do zdjęć. Pogoda niestety paskudnie smętna, zdjęcia jakie są każdy widzi.

27 lipca ukręciłam na wywarze z nagietka z dodatkiem suszonej pokrzywy.


28 lipca zrobiłam z suszoną pokrzywą, dodatkiem mielonej kawy o zapachu mięty pieprzowej takie...



pachnie pięknie, z peelingiem oczywiście.
p\Pierwsze i drugie gotowe do użycia.



W połowie września robiąc sernik z sera własnej produkcji, ukręciłam na serwatce takie oto mydło...



pachnie delikatnie różami...
Ostatnio na pianie mydlanej, pewien super mydlarz Bartek podał swój przepis na mydło na gorąco w 10 minut. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała. Oczywiście nie jestem namiętnym "kopiaczem" czy złodziejem przepisów, lubię eksperymenty.Niektórzy wiedzą, że lubię traktować mydło piekarnikiem w celu wymuszenia fazy żelowej, tym samym przyśpieszając " dochodzenie" mydła.Niestety
  nie miałam w domu jogurtu, ani mleka koziego , zrobiłam i pierwsze i drugie mydło Bartka bez nabiału...
Pierwszego nie potraktowałam folią jak to jest w przepisie, po prostu spieszyło mi się ...niestety...ale tak mnie jakoś sumienie gryzło, bo się nie unosiło do góry tak jak miało... i nie przeszło tej fazy do końca. Wsadziłam je po prosu  do piekarnika..
Wyszło mimo wszystko ok, tylko miękkie było...
teraz jest ok.
ze spiruliną o zapachu gożdzikowym



Przy drugim Bartkowym już lepiej się przygotowałam, sumiennie mieszałam pod folią, cudnie faza żelowa była... w pełnej krasie..
Dodałam tu węgiel aktywny, kawę mieloną dla peelingu..
specjalnie nie mieszałam, aż tak sumiennie tego węgla coby były pasma białego mydła, tak dla lepszej wizualizacji.



I gdyby nie mój następny pech zdrowotny bym robiła następne...teraz troszkę (czytaj ze 2 dni) poleżeć muszę
Niestety zamiast do pracy wrócić w poniedziałek rano, wylądowałam w szpitalu jako pacjent. Co prawda jako jednodniowy pacjent, ale muszę swoje odleżeć. 
Pozdrawiam serdecznie was wszystkich.